Technologia

Inside your PocketBook – przełom w podejściu do promocji czytników?

Inside your PocketBook – przełom w podejściu do promocji czytników?

W dniu dzisiejszym, na kanale YouTube firmy PocketBook, pojawiła się nowa reklama, promująca czytniki tejże marki. Reklama jest dość nietypowa, bo wykonana została w technice 360° i jest krótkim filmem akcji, przedstawiającym co dzieje się w Twoim czytniku.

Uważam, że właśnie takiej formy promocji czytników brakuje – wszyscy wiemy, że filmy trafiają do nas najlepiej. Szczególnie, kiedy są wykonane w innowacyjny, a nawet interaktywny sposób, jak reklama zaprezentowana poniżej. Nie tylko reklamują produkt, ale jeszcze bawią – i właśnie takie reklamy oglądamy najchętniej.

Jak czytamy w informacji prasowej: 

Znana na polskim rynku od 2011 roku firma PocketBook, jeden z wiodących producentów czytników ebooków, zaprezentował na swoim kanale na portalu YouTube niecodzienną realizację. „Inside your PocketBook” to nie zwykły materiał promujący markę i zachęcający do eczytania, ale prawdziwy film akcji, w którym przeplatają się epoki, formaty i rodzaje literackie. Podczas produkcji 50 członków zespołów w dwóch specjalnie przygotowanych planach filmowych spędziło ponad 18 godzin, pracując nad reklamą. W jej tworzeniu wzięło siedmiu zawodowych aktorów i trzech kaskaderów, wcielając się w postacie Sherlocka Holmesa, Drakuli, Bezgłowego Jeźdźca,  Królowej Śniegu, Dyrektora Teatru Marionetek – Stromboli, czy geniusza zła – Profesora Moriarty’ego.

Widzowie mogą przyglądać się walkom najsłynniejszego z detektywów z czarnymi charakterami, śledząc go z użyciem myszki komputerowej, gestów palca czy ruchów smartfonem. Użytkownicy okularów VR mają okazję jeszcze bardziej zagłębić się w toczącej się akcji.

 

Reklamę możecie obejrzeć tutaj:
 

Bardzo mnie cieszy, że producenci czytników zaczynają myśleć o takiej formie reklamy. Kto wie, być może działania w tym kierunku doprowadzą do sytuacji, kiedy reklamy czytników pojawią się również w telewizji? Z chęcią obejrzałbym podobną reklamę w przerwie mojego ulubionego serialu lub programu.

Skoro reklamowane są telefony, tablety i nawet smartwatche – dlaczego brakuje czytników? Trzymam kciuki i mam nadzieję, że na tym filmie się nie skończy.

Dla przykładu, “że się da”, wrzucam również poprzedni film, reklamujący model InkPad 3 – bo właśnie w tak eleganckiej oprawie, reklama emitowana w telewizji mogłaby przyciągnąć sporo osób.

 


 

Posted by Krzysztof Zemczak in Informacje, 0 comments
Amazon eliminuje książki szerzące dezinformację o szczepieniach oraz promujących leczenie autyzmu

Amazon eliminuje książki szerzące dezinformację o szczepieniach oraz promujących leczenie autyzmu

Amazon podjął działania w celu wyeliminowania ze swojej oferty książek, które szerzą fałszywe informacje na temat szczepień i leczenia autyzmu przy pomocy pseudonaukowych metod.

Prasa od lat punktowała Amazon za wprowadzenie do oferty książek, które promują dezinformację w zakresie zdrowia i skuteczności szczepień. Ostatecznie, presja została wywarta w związku z pojawieniem się artykułu na portalu The Wired, który krytykował Amazon za obecność fałszywych, pseudomedycznych książek w ofercie amerykańskiego giganta, w których przedstawione metody nie są skuteczne, a co więcej – są niebezpieczne.

Amazon walczyć z fałszywymi informacjami zaczął już w lutym, kiedy to podjął się wyrzucenia filmów dokumentalnych, dotyczących teorii przeciwnych szczepieniom ze swojej platformy Prime Video. Teraz przyszedł czas na książki.

Analiza NBC News[1] donosi, że książka “Healing the Symptoms Known as Autism”, sprzedawana za 28$, otrzymała ocenę 3,5 bazując na 631 recenzjach użytkowników. Książka promowała uzdrawiającą moc dwutlenku chloru, formę wybielacza, twierdząc, że 191 dzieci zostało wyleczonych z autyzmu przy zastosowaniu leczenia chemikaliami. Zostało potwierdzone, że leczenie tym sposobem może spowodować nudności, odwodnienie i w efekcie może zagrozić życiu osób, których leczenie podjęto w ten sposób[2].

Kolejny tytuł, “Fight Autism and Win” promował chelatację, która jest niesprawdzonym sposobem leczenia, polegającym na leczeniu stosując antidotum na zatrucie rtęcią. Sposób ten nawiązuje do mitu, jakoby autyzm był spowodowany wpływem rtęci obecnej w dziecięcych szczepionkach. Z badań wynika, że chelatacja może spowodować między innymi śmiertelne w skutkach uszkodzenie nerek[3]. Książka była sprzedawana w cenie 25$, osiągając zaskakującą ocenę 4,8 bazując na 54 recenzjach użytkowników.

Zatem oficjalnie Amazon dołączył do grona platform internetowych, które podjęły walkę z dezinformacją na temat szczepień. Dla przypomnienia, Facebook niedawno również podjął działania w kierunku wyeliminowania fałszywych teorii dotyczących szczepionek dziecięcych, odrzucając reklamy i zmniejszając zasięgi postów, których treść promuje ideę, jakoby skuteczność szczepień była wątpliwa. Z kolei serwis Pinterest zupełnie zablokował wyniki wyszukiwania związane z zagadnieniem szczepień. Obok nich pojawił się też YouTube, który postanowił bez wyjątku blokować reklamy dotyczące tej tematyki.

Jak widać wyżej, książki te cieszą się sporą popularnością, dlatego ich wycofanie jest jak najbardziej słusznym posunięciem. W dodatku jest to kolejny krok w kierunku obalania niebezpiecznych, antyszczepionkowych teorii.

Mam tylko nadzieję, że ruch ze strony Amazonu nie jest zwyczajnie szybką reakcją na postawione zarzuty, mającą na celu pokazanie prowizorycznej walki z tym zagadnieniem – w końcu póki co, mowa o usunięciu zaledwie dwóch tytułów… Liczę jednak na to, że to dopiero początek przeprawy w słusznej sprawie i cieszę się, że coraz więcej platform decyduje się na eliminowanie takich fałszerstw.

Źródła:

Posted by Krzysztof Zemczak in Informacje, 0 comments
Klawiatura Nemeio pozwala na pełną konfigurację klawiszy dzięki technologii E Ink

Klawiatura Nemeio pozwala na pełną konfigurację klawiszy dzięki technologii E Ink

Francuski start-up Nemeio debiutuje z klawiaturą Nemeio Keyboard, która przez samych producentów została określona jako “klawiatura przyszłości”. Wykorzystuje ona technologię E Ink, pozwalając użytkownikowi na pełną konfigurację znajdujących się na klawiaturze klawiszy.

Kolejny producent zaprezentował nietypowe rozwiązanie technologii E Ink dla urządzeń nie tylko służących do czytania. Przykładów jej zastosowania jest coraz więcej, od zeszytu lub notatnika, przez smartwatche, po niedawno zaprezentowanego laptopa Lenovo, który również wykorzystuje technologię E Ink w podobnym celu, co nowa klawiatura Nemeio.

Klawiatura wygląda futurystycznie, a jej klawisze podświetlane są kolorowymi diodami OLED, które mogą zostać dowolnie przez użytkownika zaprogramowane. Klawisze wyświetlają monochromatyczne litery i ikony, wykorzystując chińską technologię papieru elektronicznego.

Klawiatura tym rozwiązaniem ma zapewnić obecność na międzynarodowym rynku, pozwalając jednemu modelowi stosować klasyczne ustawienia klawiatur, jak QWERTY, AZERTY, klawiaturę niemiecką lub hiszpańską. Taka konfiguracja wprowadziła również możliwość własnoręcznego dobrania wyświetlanych klawiszy. Dzięki tzemu możemy przypisać odpowiednim przyciskom uruchamianie różnych aplikacji, wywoływanie odpowiednich skrótów lub nawet otwierania dowolnych witryn internetowych.

Urządzenie można połączyć z urządzeniami działającymi na systemach operacyjnych Windows i macOS za pośrednictwem łączności Bluetooth, jak i fizycznego podłączenia kablem. Konfiguracja w prosty sposób odbywa się za pośrednictwem dedykowanej aplikacji, która umożliwia bieżący podgląd klawiatury. Prosty interfejs umożliwia “przerzucanie” odpowiednich funkcjonalności we właściwe miejsca na klawiaturze.

Użytkownik może również konfigurować natężenie podświetlenia klawiatury, jak i dostosować wielkość i sposób wyświetlania liter znajdujących się na klawiaturze. Tym samym klawiatura może spełniać wszystkie oczekiwania użytkownika.

Jeszcze nie znamy dokładnej daty wprowadzenia klawiatury na rynek, ani jaka będzie jej cena. Niemniej jednak kolejny taki wynalazek jest kolejnym krokiem w kierunku popularyzacji wbrew wszystkiemu nieznanej powszechnie technologii E Ink, która jak widać oferuje spore możliwości. Cieszę się, że producenci coraz częściej dostrzegają jej potencjał, który w zastosowaniu we wszelkiego rodzaju urządzeniach, otwiera furtkę do możliwości, które pozwalają wyciągać z nich znacznie więcej.

Źródło: Nemeio, The Verge

Posted by Krzysztof Zemczak in Technologia, 0 comments
Nowe zasoby Domeny Publicznej w 2019 roku – m.in. Mahatama Ghandi, Władysław Witwicki, Fryderyk Zoll

Nowe zasoby Domeny Publicznej w 2019 roku – m.in. Mahatama Ghandi, Władysław Witwicki, Fryderyk Zoll

Pierwszego stycznia nie tylko świętowaliśmy Nowy Rok, ale również obchodziliśmy święto Dnia Domeny Publicznej. Co to takiego? Jest to dzień, w którym domena publiczna zostaje uzupełniona o kolejnych twórców, których prawa autorskie wygasają wraz z rozpoczęciem każdego nowego roku.

Domena Publiczna 2019

Mam mieszane uczucia co do stwierdzenia “świętowanie”, w końcu mamy na myśli dzieła zmarłych twórców. Z drugiej jednak strony, ich dzieła otrzymują “nowe życie” i zostają publicznie udostępnione, dzięki czemu wszyscy mogą mieć do nich dostęp. W Polsce aktualnie obowiązuje 70 lat trwania praw autorskich, od momentu śmierci twórcy. W tym roku zatem domena publiczna uzupełniona została o autorów zmarłych w 1948 roku.

Szerzej opisane zagadnienie domeny publicznej znajdziemy na oficjalnej witrynie https://domenapubliczna.org/, gdzie możemy znaleźć definicję:

“Domenę publiczną możemy rozumieć jako dobro wspólne całego społeczeństwa, a nawet całej ludzkości. Składają się na nią takie  zasoby wspólne, jak: dziedzictwo kulturowe, wspólny język, wspólna wiedza i wymieniane informacje czy środowisko naturalne i krajobraz. Dobra wspólne charakteryzują się tym, że ich wykorzystanie ma w jakimś stopniu nierywalistyczny charakter (dobra nie upływa wraz z konsumpcją). Na początku 2010 roku europejskie konsorcjum “Communia” (zajmujące się zagadnieniami dotyczącymi “cyfrowej domeny publicznej”) opublikowało ‘Manifest domeny publicznej’, który stwierdza, że: Domena publiczna leży u podstaw naszej świadomości, wyrażonej przez wspólnotę wiedzy i kultury. Jest surowcem, dzięki któremu tworzymy nową wiedzę i dzieła kultury. Zdrowa i prosperująca domena publiczna jest niezbędna dla zapewnienia społecznego i ekonomicznego dobrobytu naszych społeczeństw.”

W 2019 roku do domeny publicznej trafiły dzieła m.in.:

  • Egona Kischa
  • Maxa Plancka
  • Mahatamy Gandhiego
  • Florence Augustyny Merriam Bailey
  • Władysława Witwickiego

Z tej okazji, Fundacja Nowoczesna Polska wraz z Wolnymi Lekturami opublikowało jako pierwszą w tym roku książkę – “Ucztę” Platona, w tłumaczeniu Władysława Witwickiego. Opracowania utworu dokonali Wojciech Kotwica i Aleksandra Kopeć. Tekst w przekładzie Władysława Witwickiego zawiera autorski wstęp oraz szczegółowy komentarz do utworu. Na temat dzieła, kilka słów napisanych przez Wolne Lektury możemy przeczytać w artykule napisanym z okazji Dnia Domeny Publicznej (zawartym w źródle poniżej):

“Uczta to jedno z najważniejszych dzieł w historii kultury europejskiej, utwór uważany za szczytowe osiągnięcie literackie Platona. Dzięki przemyślanej strukturze i żywemu przedstawieniu postaci, z całą różnorodnością ich charakterów, poglądów, kontrastujących punktów widzenia, poważna, ale i zabawna, Uczta nie sprowadza się do wykładu filozoficznego, lecz stanowi atrakcyjny tekst literatury pięknej z interesującymi rozważaniami.

W drugim dniu uczty wydanej przez Agatona grupka ateńskich intelektualistów, zmęczonych piciem poprzedniego dnia, postanawia pić umiarkowanie i zabawiać się rozmową. Pada propozycja, aby każdy z biesiadników wygłosił jak najlepszą mowę pochwalną Erosa, boga miłości. Kolejne osoby przedstawiają różne obrazy miłości i różne refleksje na ich temat. Czy miłość jest fascynacją pięknem? Twórczą siłą kosmiczną? Czym różni się pożądanie i miłość? Co jest najistotniejsze w miłości: że stanowi siłę motywującą do szlachetnych postaw, że pełni ważną rolę społeczną? Jaki jest związek pomiędzy miłością, pięknem i dobrem? Czy miłość jest nieuświadomionym dążeniem do nieśmiertelności?”

Domena Publiczna 2019 - logo

Domenie publicznej swoje dzieła oddali również:

  • Ruth Benedict – amerykańska antropolożka
  • Mikołaj Bierdiajew – rosyjski filozof
  • Fryderyk Zoll (młodszy) – polski prawnik, zaangażowany w reformę międzynarodowego prawa prywatnego
  • Gertrude Barrows Bennett – amerykańska pionierka science fiction i fantasy (swoimi dziełami inspirowała samego H. P. Lovecrafta)
  • Rheta Louise Chlide Dorr – amerykańska dziennikarka i działaczka polityczna na rzecz praw kobiet i pracowniczych

Pełną listę twórców (nie tylko autorów), która trafiła w tym roku do domeny publicznej, możecie znaleźć tutaj.

Źródło: domenapubliczna.org, Fundacja Nowoczesna Polska

Posted by Krzysztof Zemczak in Informacje, 0 comments
“Nic dziwnego, że Polacy nie czytają e-booków”, kiedy w sieci pojawiają się takie artykuły

“Nic dziwnego, że Polacy nie czytają e-booków”, kiedy w sieci pojawiają się takie artykuły

Kilka dni temu na portalu Spider’s Web pojawił się artykuł Łukasza Kotkowskiego, zatytułowany “Nic dziwnego, że Polacy nie czytają e-booków. Jakość czytników to ponury żart”. No cóż, intrygujące stwierdzenie. Przyjrzyjmy się mu zatem nieco bliżej.

Stawiana teza

We wstępie artykułu, jak i w jednym z pierwszych akapitów, możemy przeczytać co kierowało Autorem do jego napisania:

“Według badań Biblioteki Narodowej, spośród garstki czytających Polaków ledwie 6 proc. korzysta z e-booków. Gdy patrzę na to, jak złe są dostępne na rynku czytniki inne niż Kindle, wcale się temu nie dziwię.”

“Na przestrzeni ostatnich lat przetestowałem większość nowych czytników e-booków, jakie polski rynek ma do zaoferowania, porównując je ze złotym standardem tego segmentu – czytnikami Amazon Kindle. I po tych testach wcale się nie dziwię, że Polacy nie czytają e-booków. Mijają lata, a w świecie e-czytników liczy się tylko Kindle. Inne sprzęty nie są w stanie nawet zbliżyć się poziomem jakości do czytnika Amazonu.”

Zatem możemy wysnuć wniosek, że głównym zarzutem artykułu jest to, że wszystkie czytniki poza Kindle są na tyle dramatyczne, że Polacy omijają czytanie ebooków szerokim łukiem. Czy na pewno tak jest? Szkoda, że Autor pisząc o testowaniu  “większości dostępnych na polskim rynku czytnikach”, w artykule odnosi się wyłącznie do trzech egzemplarzy inkBOOK Lumos i nowego PocketBook Touch Lux 4, jako czytniki które go zawiodły. Wydaje mi się, że to jednak za mało, jak na tak mocne słowa.

Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że mamy do czynienia z artykułem, którego publikacja opóźniła się co najmniej osiem, dziewięć lat. Wówczas rzeczywiście konkurencja dla Kindle była znikoma. Ja zadałbym inne pytanie – ilu eCzytelników odpuściło swoją przygodę z ebookami przez wzgląd na kiepskie modele, które na rynku królowały właśnie te kilka lat temu? Na pewno uzbierałoby się spore towarzystwo. Chociaż i wtedy już mieliśmy na czym poczytać. Moim pierwszym czytnikiem był Onyx Boox C65S Classic, który dostałem w prezencie. Może i ten czytnik nie biegał po książce żwawo, co najwyżej truchtał, ale swoje zadanie spełniał zaskakująco dobrze i czerpałem przyjemność z lektury na nim. Niemniej jednak na rynku, gdzie temat czytników dopiero raczkował, znaleźć można było sporo budżetowych urządzeń, które albo były toporne w użytkowaniu, albo – niestety – w większości korzystały i tak z ekranów LCD, co jak wiadomo, z czytnikiem nie miało za dużo wspólnego. I wówczas z Łukaszem bym się zgodził… ale artykuł odnosi się do świeżynek rynkowych, zatem pora na:

Argumenty (?)

Zobaczmy co więcej Autor ma nam do powiedzenia:

“Jeszcze dwa lata temu mogłem sobie wmawiać, że producenci dopiero się uczą, że jeszcze potrzeba czasu, aby ten rynek się rozwinął, i tak dalej. Byłem skłonny usprawiedliwiać przeróżne niedoskonałości, które sprawiały, że e-czytniki inne niż Kindle tak dalece odbiegały jakością od czytnika Amazonu.

Mamy jednak 2018 rok i taryfa ulgowa się skończyła. Smutny obrazek rynku e-czytników jest taki, że nie tylko się one nie rozwijają, ale wręcz… zaliczają regres.”

No cóż, pierwsze “NIE”.

Owszem, główną przewagę w Kindle możemy zauważyć w oprogramowaniu, które jest od podstaw oprogramowaniem autorskim, dedykowanym wyłącznie do tych urządzeń. Tego na naszym rynku nie doświadczymy, a samo Arta Tech wprowadzając inkBOOKi nieco się przejechał, pozwalając użytkownikowi zrobić za dużo, w kwestii korzystania z dobrodziejstw Androida. Jednak im później, tym sprawa miała się lepiej – i to widać, że producenci wyciągają pewne wnioski z popełnianych błędów i oprogramowanie, na które możemy trafić teraz, nie jest już tak problematyczne, jak jeszcze miało to miejsce te parę lat temu – i tak oto wracając do inkBOOKa, możemy wspomnieć o udanym modelu Prime, zastąpionym aktualnie Prime HD.

Możemy porównywać różne marki. Modele czytników każdego producenta mają jednak swój “urok”. Są gorsze i są lepsze modele, nawet Onyx się wyrobił, choć widać, że idzie w kierunku bardziej wielofunkcyjnych urządzeń. Nie możemy generalizować i wrzucać wszystkich modeli każdego producenta do jednego worka, którego zawartość ma konkurować wyłącznie z Kindle. Autor nie wspomina o lepszych modelach, jak na przykład PocketBook InkPad 3, który w moim mniemaniu niczym nie odstaje od bardziej prestiżowych modeli Kindle. To tylko kilka przykładów tego, że nie możemy mówić o “zaliczaniu regresu”.

“Sęk w tym, że Kindle w Polsce to de facto egzotyka. O jego istnieniu wiedzą tylko ludzie obeznani z technologiami. Nie kupimy go w większości elektromarketów. Sieć księgarni nie wystawi go na postumencie pośrodku sklepu.”

No cóż – drugie “NIE”. Każdy, kto interesuje się nowoczesnym czytelnictwem, spotka się z Kindle. To jest nieuniknione. Co więcej, większość czytników, z których korzystają Polacy to właśnie czytniki tej marki. Zakupy? Wszyscy wiemy, że z niecierpliwością wyczekujemy kolejnych okazji na Kindle w niemieckim Amazonie, który też nie sprawia problemów polskim konsumentom w zakupach, oferując bezpośrednią wysyłkę do naszego kraju.

Niemniej jednak nie brakuje ich również w polskich sklepach internetowych. Ba, w kilku sieciach sklepów stacjonarnych z elektroniką, widziałem również wystawione czytniki tejże marki, między smartfonami i tabletami.

“Gdy przeciętny polski czytelnik zderza się z e-bookami, odbywa się to z reguły na czytnikach takich firm jak właśnie InkBook, Onyx czy PocketBook. I wcale się nie dziwię, że po takim doświadczeniu czytelnik odchodzi zrażony do książek elektronicznych, co skutkuje tym, że rok do roku wzrost popularności e-booków jest tak marginalny, że praktycznie nieistniejący.”

No i, kurczę, kolejne “NIE”… Łukasz skupia się na własnej opinii i swoich preferencjach czytelniczych. Czytniki jednak służą wielu ludziom, w tym między innymi seniorom i osobom, które mają problemy z nauką języków. Brak polskiego oprogramowania i brak fizycznych klawiszy, których sam jestem fanem, mogą być uciążliwe dla tej grupy osób. I takich przykładów możemy wymieniać bez końca. Ile osób, tyle opcji. Jeśli ktoś z kolei skorzysta pierwszy raz z wyżej wymienionych marek… nie ma porównania do Kindle. Nie oznacza to jednak, że będzie szczęśliwy z topornie działającego czytnika. Ale tutaj powtórzę raz jeszcze – na ten moment, a rok 2018 zbliża się już ku końcowi, na naszym rynku nie możemy mówić ani o braku wyboru, ani o braku świetnie funkcjonujących czytników.

“Przyjdzie Kindle i was zje”

Z tym nagłówkiem mogę się w pewnym stopniu zgodzić. To prawda, że działania promujące czytniki w Polsce nie są zbyt intensywne, a w większości skupiają się na działaniach internetowych. Jednym z koników Amazonu jest właśnie Kindle, przez co nie jestem zaskoczony obfitością działań mających na celu promocję tej marki. I spodziewam się, że równie bogate byłyby, gdyby Amazon w pełni wszedł na rynek polski – i wówczas rzeczywiście Kindle wysunąłby się na prowadzenie.
To znaczy…
…i wówczas Kindle mógłby nadal bezpiecznie utrzymywać wśród Polaków swoją złotą pozycję na podium.

Niemniej jednak mogę być w błędzie, bo już teraz – i nie dotyczy to jedynie Polaków – łatwo spotkać się z opiniami, że równie dobrze do czytania ebooków sprawdzają się tablety, a w ogóle to ebooków nie czytają dużo, bo książka musi być z papieru, który szeleści… Wydaje mi się, że to jest większy problem – że ludzie nie są do ebooków przekonani, jeszcze zanim poznają pojęcie “czytnik ebooków”. Bo książki elektroniczne są be, złe i niepotrzebne.

Otóż nie. I tutaj klasycznie wtrącę swój ulubiony argument, gdzie często powodem jest nieświadomość zagadnienia, jakim jest dostępność publikacji elektronicznych. I jest to często pomijany aspekt, kiedy promuje się czytanie w wersji 2.0 – osoby niedowidzące, niewidome, mające problemy ze skupieniem i nauką, również są odbiorcami tego rozwiązania. Możliwość zamiany tekstu na mowę, słowniki, konfiguracja czcionki i regulacja zintegrowanego, bezpiecznego dla oczu doświetlenia, pozwalają im odbierać swoje ulubione książki, podręczniki w sposób, który był dotychczas poza ich zasięgiem. A to jedynie kropla w morzu możliwości. Nie traktujmy zatem książek elektronicznych jako zwyczajny dodatek do książek papierowych, bo tak nie jest. To jest coś więcej.

Wracając jednak do polskiego rynku czytników. Nie ukrywam, że chętnie zobaczyłbym reklamy czytników w telewizji lub w formie oferty promocyjnej na bilbordzie, poruszając się po mieście. Niemniej jednak te urządzenia są poniekąd traktowane jako wspomniana wcześniej “egzotyka”. I dopóki to się nie zmieni i nie zaczniemy szerzej uświadamiać o istnieniu takiego dobrodziejstwa, dopóty czytniki nie będą popularne i nie przybiorą łatki “urządzenia dla każdego”. Jednak tutaj ponownie poruszamy kwestię samego czytelnictwa i przekonania do czytników, a nie słabej jakości urządzeń.

Wracając do artykułu:

“Podobnie rzecz się ma z PocketBook Touch Lux 4 – różni się on w tak niewielkim stopniu od PocketBooka Touch Lux 3, że naprawdę nie wiem, co dział R&D (jeśli firma w ogóle ma takowy) robił przez ostatnie dwa lata. Choć uczciwie przyznam, że gdyby pominąć usterki, to z nowej wersji dałoby się względnie wygodnie korzystać, pomimo tego, że również jej bardzo daleko do ideału”

Odświeżenie Touch Lux 3 mi na ten przykład bardzo odpowiada. Sam aktualnie korzystam z Touch Lux 4 i nie sprawia mi najmniejszego kłopotu. Różnic pomiędzy trójką, a czwórką nie jest zbyt wiele, ale nowe wzornictwo zdaje egzamin, bo pod względem jakościowym, seria Touch Lux tylko zyskała.

Swoją drogą, jak ma się to w odniesieniu do Kindle? Przecież Paperwhite też nie zapewniał wodotrysków z generacji na generację. Może i Paperwhite 4 wprowadził już więcej innowacji w stosunku do Paperwhite 3, jednak z kolei różnice między Paperwhite 2 i Paperwthie 3 były już niewielkie. Nie mówiąc o tym, że technologia regulacji barwy doświetlenia jest obecna na rynku już od kilku lat, a jednak Kindle nadal ją bagatelizuje. Zachowujmy obiektywizm, kiedy wytykamy błędy.

Przy okazji argumentacji, która nie do końca zgadza się z rzeczywistością, w oczy rzucił mi się jeszcze taki fragment:

“Jak się czyta e-booki? Na Kindle’ach (przynajmniej od Classica wzwyż) – płynnie, szybko, wygodnie, bez zjawiska ghostingu (czyli przenikania się treści po „zmianie strony”, typowa cecha wielu ekranów e-ink). Jak się przegląda bibliotekę na urządzeniu? Jeśli jest to Kindle, lista przewija się szybko, ekran odświeża niemal natychmiast, a w czytnikach z podświetleniem obcujemy z elektroniczną kartką równie białą, co ta prawdziwa.”

Błąd, czytałem wiele opinii osób zmartwionych jakością doświetlenia w Kindle. Inni producenci nie wygrywają tego wyścigu, niemniej jednak nie zgodzę się ze stwierdzeniem, jakoby PocketBooki i inkBOOKi znacząco odbiegały od jakości światła prezentowanego w Kindle. Kolejny błąd – nie zgodzę się również z całkowitym brakiem ghostinguKindle nie oferuje innych ekranów niż pozostali producenci. Stwierdzenie, że duch przeczytanych stronic nawiedza nas wszędzie, tylko nie na Kindle, jest zwyczajnym nadużyciem.

“A jak to wygląda na innych czytnikach niż Kindle? Dramatycznie. Odświeżanie stron trwa wielokrotnie dłużej niż na czytniku Amazonu. Nawet tak podstawowe zadanie, jak przewrócenie wirtualnej kartki, zajmuje dużo czasu, a w przypadku niektórych czytników skutkuje brzydkim migotaniem ekranu.”

Testowałem już trochę modeli i nie zauważyłem “wielokrotnie dłuższego” czasu odświeżania od tego, który oferuje Kindle. Wszędzie liczymy prędkość w milisekundach – i różnice również możemy zauważyć w tychże jednostkach. Nie mówimy tutaj o kilkusekundowym opóźnieniu, zatem stwierdzenie jest trochę nad wyraz. Osoby testujące urządzenia zwracają na to uwagę i często porównują je ze sobą, jednak przeciętny eCzytelnik nawet tego nie zauważy – zatem nie stawiałbym tutaj kolejnej bariery przed zakupem czytnika i to z takiego powodu.

I kolejny zarzut, który po prostu musiałem wytknąć:

“Ba, PocketBook Touch Lux 4 z reguły nie wie, czy chcę przewrócić kartę do przodu czy do tyłu korzystając z ekranu dotykowego, więc zdarza mu się robić to w sposób losowy.”

Niestety, tutaj wychodzi niewiedza Autora na temat funkcjonowania dotykowego ekranu na czytnikach PocketBook. Dotyk nie działa “w sposób losowy”, a wyświetlacz jest podzielony na odpowiednie sektory, gdzie każdy z nich odpowiada za odrębną funkcjonalność. Przesuwając palcem po ekranie nie mamy tego problemu, niemniej jednak “stukając” w ekran, zachowuje się on tak, jak został zaprogramowany. Wspomina o tym schemat z oficjalnego podręcznika użytkownika:

Aż wreszcie docieramy do:

“Czy naprawdę tak trudno jest zrobić dobry czytnik e-booków? Taki, który przede wszystkim będzie płynnie działał, będzie zintegrowany z księgarniami, żeby wygodnie pozyskiwać e-booki, który nie będzie próbą wpakowania zyliona niepotrzebnych funkcji do urządzenia, które ma służyć jednemu – czytaniu książek. Taki, który będzie jak Kindle Paperwhite – niedrogi, ale bezkompromisowy.”

A czy nie w ten sposób są właśnie robione czytniki? Dodatkowe aplikacje są opcjonalne, nikt na nas nie wymusza korzystania z nich. Co więcej, nikt nie nakazuje nam instalować zewnętrznych aplikacji, korzystając z androidowych dobrodziejstw. Szachy i sudoku na PocketBooku spróbowałem może raz czy dwa – z czystej ciekawości.

“Zintegrowany z księgarniami, żeby wygodnie pozyskiwać e-booki (…) który będzie jak Kindle Paperwhite”.

Voila! I tu z pomocą przychodzi funkcja Send-to-PocketBook, która jest odpowiednikiem amerykańskiego Send to Kindle.

Kolejnym, wartym uwagi serwisem jest znana w kraju, jak już i poza jego granicami usługa Legimi – również skrytykowana przez Łukasza w swoich innych artykułach. Oczywiście w dwóch artykułach odnosił się on do toporności działania i funkcjonowania aplikacji na czytnikach PocketBook. Owszem, intuicyjność aplikacji troszkę kuleje, ale sam korzystam od ponad roku i nie wyobrażam sobie teraz, aby mogło jej na czytniku zabraknąć. Nie mówiąc o tym, że – tutaj znowu przypomnę – to nie jest kwestia czytnika, a usługodawcy.

Jeśli zamierzamy korzystać z czytników jak z tabletów, nie możemy się dziwić, że nie spełniają one naszych wymagań. Niemniej jednak istotą czytników jest wspomniane przez Łukasza czytanie. I obecne na naszym rynku modele spełniają swoją rolę znakomicie. Począwszy od budżetu wynoszącego 300zł, jesteśmy w stanie z zadowalającym efektem zaopatrzyć się w urządzenie, na którym czytanie będzie sprawiało nam przyjemność.

Słowem podsumowania…

…smutny dla mnie jest fakt, że Spider’s Web, który na samym Facebooku liczy pięćdziesiąt tysięcy obserwujących, dzieli się takim artykułem. Artykułem, który trafia do obfitej grupy odbiorców – zarówno nowych, jak i stałych – którzy prawdopodobnie przez ton, w jakim został napisany, nie przekonają się do elektronicznego czytelnictwa. Jeszcze smutniejsze dla mnie jest to, że nie tylko ton jest niewłaściwy, ale poruszane w nim kwestie, no… też z prawdą nie mają za dużo wspólnego.

Zatem zmieniając nieco istotę oryginalnego tytułu, nazwałbym go raczej tak, jak zatytułowałem niniejszy wpis – “Nic dziwnego, że Polacy nie czytają e-booków, skoro w sieci pojawiają się takie artykuły”. Bo niestety stawianie tezy, która:

  • poparta jest pojedynczymi przykładami
  • mija się z prawdą
  • generalizuje
  • pojedyncze aspekty są poruszane pobieżnie
  • bazuje na “kruchej” argumentacji

nie poskutkuje niczym innym, jak postawieniem kolejnej bariery zakupowej osobom, które nie mogą zdecydować się na czytnik. Na naszym rynku znajdziemy całkiem sporą ofertę w naprawdę obfitym zakresie cenowym, gdzie każdy z nas znajdzie coś dla siebie. I wbrew temu co pisał Autor dziś poruszanego artykułu – nie jest źle, a Kindle nie jest naszą jedyną opcją.

Działań propagujących czytniki ebooków rzeczywiście nie spotyka się “u nas” za dużo. Nie są wykorzystywane wszystkie kanały promocji, dzięki czemu to zagadnienie mogłoby być popularniejsze. Ale na pewno nie jest to spowodowane tym, że na naszym rynku nie ma w czym wybierać.

Ze swojej strony na zakończenie dodam, abyście pamiętali o wiarygodnych i rzetelnych źródłach, które w polskiej blogosferze podchodzą do tematu czytników i ebooków z należytym doświadczeniem i obiektywizmem. Czerpanie wiedzy w dedykowanych zagadnieniu blogach i portalach jest korzystniejsze od wiedzy, którą dzielą się portale ogólnotematyczne. Warto zatem wspomnieć o:

Posted by Krzysztof Zemczak in Informacje, 8 comments
Na kolorowe wyświetlacze w czytnikach jeszcze trochę poczekamy

Na kolorowe wyświetlacze w czytnikach jeszcze trochę poczekamy

W 2016 roku firma E Ink podjęła kolejną próbę rozwoju technologii kolorowych wyświetlaczy, wykorzystujących wynalazek elektronicznego atramentu. Technologia miała wejść na rynek w 2018 roku. Jego koniec już za pasem, a czytników wykorzystujących technologię ACeP nadal nie ma. Co jest tego powodem?

Kiedy myślimy o kolorowych, e-papierowych wyświetlaczach, od razu mamy nadzieję na czytanie książek, czasopism i komiksów nie tylko w monochromatycznych kolorach, licząc na kolejną generację czytników. Niemniej jednak czytniki wspierające kolory to pieśń przyszłości, szczególnie, że dotychczasowe próby (technologie Spectra, Triton i Prism) kończyły się fiaskiem. W międzyczasie w tym roku zapowiedziano również technologię CLEARink, która miała być alternatywą dla technologii papieru elektronicznego, która stosowana jest we wszystkich czytnikach, wypromowaną przez jej wynalazcę – firmę E Ink. Niemniej jednak i CLEARink podzielił losy technologii ACeP, pozostawiając nas w oczekiwaniu na masową produkcję takich ekranów.

Niestety, jak się okazuje, technologia ACeP idzie do przodu, ale podejmowane działania wejścia kolorowych wyświetlaczy na rynek nadal kręcą się wokół rynku cyfrowego znakowania tak, jak miało to miejsce w przypadku poprzednich technologii firmy E Ink. Najprawdopodobniej chiński producent widzi większe możliwości właśnie w tej branży, odsuwając na drugi plan rynek czytników. Być może takie podejście również było powodem, dla którego kolory nadal nie zawitały na ekranach naszych czytników.

Cyfrowe etykiety stosujące technologię E Ink Spectra

W ciągu drugiej połowy tego roku, firmy zajmujące się cyfrowym znakowaniem rozpoczęły testy wyświetlaczy ACeP dla własnych produktów, a sam E Ink ma nadzieję, że do połowy 2019 roku technologia ta już w pełni pojawi się na rynku. W chwili obecnej wybrana grupa docelowa ma możliwość stosowania wyświetlaczy o wymiarach 13,3″ oraz 32″. ACeP jest w stanie wyświetlić 32 tysiące kolorów w rozdzielczości 1600×2500 (150ppi). Dla porównania, E Ink Triton był w stanie wyświetlać zaledwie 4600 kolorów, zatem technologia ACeP poszła znacznie bardziej do przodu.

Firma E Ink zaznacza, że ACeP znacznie różni się od jego pierwowzoru z 2016 roku. W czasie tych dwóch lat dokonano sporo usprawnień, jak i wyeliminowano sporo problemów zakłócających jakość wyświetlanej treści. Technologia osiąga pełną gamę kolorów, w tym wszystkie osiem kolorów podstawowych, stosując tylko kolorowe pigmenty. Każdy jeden piksel jest w stanie wyświetlić wszystkie kolory, dzięki czemu jakość wyświetlanej treści jest znacznie ostrzejsza. Podobnie jak w klasycznych ekranach E Ink, technologia ta wymaga niewiele mocy i umożliwia czytelne wyświetlanie treści w każdych warunkach oświetlenia.

Sposób działania technologii ACeP

Na pytanie zadane przez członków Good E-Reader, jak widzą możliwości wprowadzenia technologii na rynek czytników, E Ink stwierdził, że owszem, pierwsze wyświetlacze wykluczają tę branżę, lecz nie potwierdzono, że technologia nigdy na czytniki nie trafi. Odmówili podania szczegółów odnośnie terminów i konkretnych planów działań w tym zakresie, zatem jeśli pierwsze testy wciąż trwają i efekty mamy dopiero zauważyć w przyszłym roku, los czytników z kolorowymi wyświetlaczami nadal znajdują się w niewiadomej przyszłości.

A Wy? Jak zapatrujecie się na obecność kolorowych wyświetlaczy w czytnikach?

Czy kupiłbyś czytnik z kolorowym wyświetlaczem?

View Results

Loading ... Loading ...

Źródła: E Ink, Good E-Reader

Posted by Krzysztof Zemczak in Technologia, 0 comments
JustWrite – nowy wyświetlacz E Ink, po którym można pisać jak na papierze

JustWrite – nowy wyświetlacz E Ink, po którym można pisać jak na papierze

Końcem listopada na wydarzeniu Connected Ink 2018, firma E Ink ogłosiła technologię JustWrite – nowy wyświetlacz, który ma odzwierciedlać pisanie po papierze.

“Nic nowego”, pomyślicie. Kiedy łączymy pisanie z technologią E Ink, do głowy od razu przychodzą nam między innymi urządzenia marki reMarkable albo czytnik Onyx Boox Note. Jest jednak coś, czym technologia ta się wyróżnia – opóźnieniem reakcji na rysik sięgającym 0ms.

JustWrite

Osiągi JustWrite są między innymi efektem kluczowej zmiany w stosunku do poprzednich wyświetlaczy firmy E Ink – w nowej technologii udało się zrezygnować z paneli TFT. Sam ekran  ma wymagać zaledwie niewielkiej ilości energii do odświeżania miejsc, w którym pojawia się/znika rysunek lub tekst.

Wyświetlacz JustWrite jest plastikowy i elastyczny, może osiągać dowolny kształt i ma współpracować ze wszystkimi typami rysików – długopisami i ołówkami, zarówno tymi analogowymi, jak i cyfrowymi. Niemal zerowe opóźnienie w pisaniu i rysowaniu sprawia, że technologia przypomina pisanie na papierze. Możliwa jest również produkcja ekranów o większych gabarytach (o szerokości do jednego metra), dzięki czemu możemy liczyć na użycie tej technologii w zastępstwie klasycznych tablic.

W sieci nie ma jeszcze zbyt wiele informacji na temat nowej technologii, zatem pozostaje nam czekać i przekonać się jak potoczą się losy JustWrite. Technologia ta może bez wątpienia zrewolucjonizować rynek, dlatego mam nadzieję, że przedsięwzięcia nie spotka taki sam los, jak kolorowych ekranów ACEP, gdzie rok, w którym technologia miała ujrzeć światło dzienne (nie tylko dla rynku reklamowego – jak dotychczas – ale również trafić do urządzeń mobilnych), kończy się już za niecałe cztery tygodnie.

Poniżej film prezentujący możliwości wyświetlacza JustWrite:

Posted by Krzysztof Zemczak in Technologia, 0 comments
Aktualizacja oprogramowania dla PocketBook Touch Lux 4 – obsługa Legimi

Aktualizacja oprogramowania dla PocketBook Touch Lux 4 – obsługa Legimi

Gdy czwarta odsłona modelu z rodziny Touch Lux weszła na rynek, w różnych grupach i na forach można było spotkać się z co najmniej jednym pytaniem o to, czy – podobnie jak jego starsi bracia – będzie obsługiwał Legimi. Od wczoraj jest to oficjalnie możliwe.

W informacji prasowej możemy przeczytać:

„Jak przystało na model z rodziny Touch Lux, najnowszy czytnik z tej linii również zyskuje aplikację Legimi,” mówi Maksym Zhelezniak, szef sprzedaży PocketBook. „Od tej chwili każdy użytkownik PocketBook Touch Lux 4 może cieszyć się dostępem do ponad 25000 ebooków z oferty Legimi!”

W dniu wczorajszym pojawiła się aktualizacja oprogramowania, integrująca czytnik z usługą Legimi. Aby pobrać aktualizację, należy pamiętać o naładowaniu baterii czytnika i aktywowaniu łącza WiFi, za pośrednictwem którego oprogramowanie zostanie pobrane. Wszystko odbywa się w wygodnym trybie online.

Paczkę z aktualizacją pobierzemy również bezpośrednio ze strony producenta, sygnowanej jako wersja 5.8.502. Archiwum waży około 224MB. Pomoc w ręcznej aktualizacji oprogramowania znajdziemy w tym dokumencie (w języku angielskim).

 

Warto wspomnieć, że PocketBook Touch Lux 4 jest już również oficjalnie dostępny do zakupu w ramach abonamentu Legimi. Wyliczenia przedstawiają się następująco:

W przypadku abonamentu na ebooki + audiobooki bez limitu:

  • Umowa na 24 miesiące
    • Koszt czytnika: 1 zł + etui 79 zł
    • Miesięczna cena abonamentu: 58,99 zł
  • Umowa na 12 miesięcy
    • Koszt czytnika: 399 zł + etui 79 zł
    • Miesięczna cena abonamentu: 58,99 zł
  • Umowa na 6 miesięcy
    • Koszt czytnika: 499 zł + etui 79 zł
    • Miesięczna cena abonamentu: 58,99 zł

W przypadku abonamentu na ebooki bez limitu:

  • Umowa na 24 miesiące
    • Koszt czytnika: 1 zł + etui 79 zł
    • Miesięczna cena abonamentu: 53,99 zł
  • Umowa na 12 miesięcy
    • Koszt czytnika: 399 zł + etui 79 zł
    • Miesięczna cena abonamentu: 53,99 zł
  • Umowa na 6 miesięcy
    • Koszt czytnika: 499 zł + etui 79 zł
    • Miesięczna cena abonamentu: 53,99 zł
Posted by Krzysztof Zemczak in Oprogramowanie, 0 comments
Ministrowie finansów państw UE popierają niższy VAT na ebooki

Ministrowie finansów państw UE popierają niższy VAT na ebooki

Według najnowszych doniesień Reuters, w dniu dzisiejszym ministrowie finansów państw należących do Unii Europejskiej, zdecydowali się na obniżenie podatku VAT na ebooki i inne cyfrowe publikacje. Mają zostać dostosowane do wysokości podatku nakładanej na papierowe wersje książek i prasy.

Porozumienie ogłosił austriacki minister finansów, Hartwig Loeger, w trakcie debaty publicznej ministrów w Luksemburgu.

Decyzja ta pozwoli państwom członkowskim UE na stosowanie obniżonych, a nawet zerowych stawek VAT na publikacje elektroniczne.

 

Temat śledzę od ponad roku, o czym informowałem Was na bieżąco. Pomysł został przegłosowany w Parlamencie Europejskim, niemniej jednak sprawa ucichła w połowie zeszłego roku po tym, jak czesi wyrazili dezaprobatę w sprawie pomysłu obniżenia stawek. Ta decyzja jednak rozwiewa wszelkie wątpliwości i “zakłócenia” na drodze do przegłosowanej zmiany.

Jeśli chodzi o Polskę, dla przypomnienia dodam, że Robert na Świecie Czytników wspominał o tym, jakoby projekt ustawy został już poparty, jednak wstrzymywani byliśmy przez brak unijnej zgody.

Teraz, kiedy temat ruszył do przodu, pozostaje czekać na kolejny ruch z naszej strony.

Posted by Krzysztof Zemczak in Informacje, 0 comments
Lenovo Yoga Book C930, czyli jak połączyć laptop z tabletem i czytnikiem ebooków

Lenovo Yoga Book C930, czyli jak połączyć laptop z tabletem i czytnikiem ebooków

 

Jako ciekawostkę można dodać, że Lenovo wzięło sobie do serca uwagi problemy z otwieraniem poprzednika Yoga Book. W drugiej odsłonie, aby otworzyć laptopa wystarczy w niego… zapukać.

Na koniec miesiąca, Lenovo zaprezentowało ciekawą nowinkę technologiczną – Lenovo Yoga Book C930. Mowa o nietypowym urządzeniu, które dzięki zastosowaniu dwóch wyświetlaczy LCD i E Ink, w efekcie łączy funkcję tabletu, laptopa i czytnika ebooków.

Yoga Book C930 bazuje na systemie operacyjnym Windows 10. W środku znajdziemy procesor Intel i54GB pamięci RAM i 256 GB SSD. Zatem część e-papierowa będzie działać znacznie mocniej, niż w przeciętnym czytniku, jednak same funkcjonalności do zaawansowanych nie należą. Zastosowano elastyczny ekran w technologii Mobius (podobnie jak w Onyx Boox Note), współpracując z piórem Precision Pen, który powstał przy współpracy z firmą Wacom. Wymiary obu zastosowanych wyświetlaczy wynoszą 10,8″. Ten nietypowy laptop waży przy tym wszystkim zaledwie 775g.

Zastosowanie dotykowego wyświetlacza w technologii E Ink pozwala na skorzystanie z niego w trzech wariantach:

  • czytnik ebooków, który pozwala na bezproblemowe operowanie po PDFach (wsparcie dla formatów ePUB i MOBI jest w planach)
  • notatnik, na którym przy pomocy wcześniej wspomnianego pióra możemy dokonywać odręcznych notatek
  • klawiatura, której rozmiar i rozmieszczenie klawiszy możemy indywidualnie konfigurować

O laptopie wspominam raczej jako ciekawostkę technologiczną, bo ciężko stwierdzić, kto będzie grupą docelową urządzenia. Laptop ma bowiem trafić do sprzedaży w październiku i kosztować… 999 euro.

Informacja jest o tyle istotna, że powstanie takiego urządzenia to dobry znak. Oznacza to, że technologia E Ink ma przyszłość nie tylko w czytnikach, ale dociera do codziennie stosowanej elektroniki. W końcu znamy już przypadki chociażby e-papierowych zegarków, kalendarzy, a nawet – poza stricte branżą elektroniczną – personalizowanych opakowań na kosmetyki. Ale taki laptop, to coś zupełnie nowego.

Prezentację urządzenia możecie obejrzeć na filmie udostępnionym przez GadgetMatch (w j. angielskim):

Źródło: Lenovo, GadgetMatch

Posted by Krzysztof Zemczak in Technologia, 0 comments