“Nic dziwnego, że Polacy nie czytają e-booków”, kiedy w sieci pojawiają się takie artykuły

Kilka dni temu na portalu Spider’s Web pojawił się artykuł Łukasza Kotkowskiego, zatytułowany “Nic dziwnego, że Polacy nie czytają e-booków. Jakość czytników to ponury żart”. No cóż, intrygujące stwierdzenie. Przyjrzyjmy się mu zatem nieco bliżej.

Stawiana teza

We wstępie artykułu, jak i w jednym z pierwszych akapitów, możemy przeczytać co kierowało Autorem do jego napisania:

“Według badań Biblioteki Narodowej, spośród garstki czytających Polaków ledwie 6 proc. korzysta z e-booków. Gdy patrzę na to, jak złe są dostępne na rynku czytniki inne niż Kindle, wcale się temu nie dziwię.”

“Na przestrzeni ostatnich lat przetestowałem większość nowych czytników e-booków, jakie polski rynek ma do zaoferowania, porównując je ze złotym standardem tego segmentu – czytnikami Amazon Kindle. I po tych testach wcale się nie dziwię, że Polacy nie czytają e-booków. Mijają lata, a w świecie e-czytników liczy się tylko Kindle. Inne sprzęty nie są w stanie nawet zbliżyć się poziomem jakości do czytnika Amazonu.”

Zatem możemy wysnuć wniosek, że głównym zarzutem artykułu jest to, że wszystkie czytniki poza Kindle są na tyle dramatyczne, że Polacy omijają czytanie ebooków szerokim łukiem. Czy na pewno tak jest? Szkoda, że Autor pisząc o testowaniu  “większości dostępnych na polskim rynku czytnikach”, w artykule odnosi się wyłącznie do trzech egzemplarzy inkBOOK Lumos i nowego PocketBook Touch Lux 4, jako czytniki które go zawiodły. Wydaje mi się, że to jednak za mało, jak na tak mocne słowa.

Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że mamy do czynienia z artykułem, którego publikacja opóźniła się co najmniej osiem, dziewięć lat. Wówczas rzeczywiście konkurencja dla Kindle była znikoma. Ja zadałbym inne pytanie – ilu eCzytelników odpuściło swoją przygodę z ebookami przez wzgląd na kiepskie modele, które na rynku królowały właśnie te kilka lat temu? Na pewno uzbierałoby się spore towarzystwo. Chociaż i wtedy już mieliśmy na czym poczytać. Moim pierwszym czytnikiem był Onyx Boox C65S Classic, który dostałem w prezencie. Może i ten czytnik nie biegał po książce żwawo, co najwyżej truchtał, ale swoje zadanie spełniał zaskakująco dobrze i czerpałem przyjemność z lektury na nim. Niemniej jednak na rynku, gdzie temat czytników dopiero raczkował, znaleźć można było sporo budżetowych urządzeń, które albo były toporne w użytkowaniu, albo – niestety – w większości korzystały i tak z ekranów LCD, co jak wiadomo, z czytnikiem nie miało za dużo wspólnego. I wówczas z Łukaszem bym się zgodził… ale artykuł odnosi się do świeżynek rynkowych, zatem pora na:

Argumenty (?)

Zobaczmy co więcej Autor ma nam do powiedzenia:

“Jeszcze dwa lata temu mogłem sobie wmawiać, że producenci dopiero się uczą, że jeszcze potrzeba czasu, aby ten rynek się rozwinął, i tak dalej. Byłem skłonny usprawiedliwiać przeróżne niedoskonałości, które sprawiały, że e-czytniki inne niż Kindle tak dalece odbiegały jakością od czytnika Amazonu.

Mamy jednak 2018 rok i taryfa ulgowa się skończyła. Smutny obrazek rynku e-czytników jest taki, że nie tylko się one nie rozwijają, ale wręcz… zaliczają regres.”

No cóż, pierwsze “NIE”.

Owszem, główną przewagę w Kindle możemy zauważyć w oprogramowaniu, które jest od podstaw oprogramowaniem autorskim, dedykowanym wyłącznie do tych urządzeń. Tego na naszym rynku nie doświadczymy, a samo Arta Tech wprowadzając inkBOOKi nieco się przejechał, pozwalając użytkownikowi zrobić za dużo, w kwestii korzystania z dobrodziejstw Androida. Jednak im później, tym sprawa miała się lepiej – i to widać, że producenci wyciągają pewne wnioski z popełnianych błędów i oprogramowanie, na które możemy trafić teraz, nie jest już tak problematyczne, jak jeszcze miało to miejsce te parę lat temu – i tak oto wracając do inkBOOKa, możemy wspomnieć o udanym modelu Prime, zastąpionym aktualnie Prime HD.

Możemy porównywać różne marki. Modele czytników każdego producenta mają jednak swój “urok”. Są gorsze i są lepsze modele, nawet Onyx się wyrobił, choć widać, że idzie w kierunku bardziej wielofunkcyjnych urządzeń. Nie możemy generalizować i wrzucać wszystkich modeli każdego producenta do jednego worka, którego zawartość ma konkurować wyłącznie z Kindle. Autor nie wspomina o lepszych modelach, jak na przykład PocketBook InkPad 3, który w moim mniemaniu niczym nie odstaje od bardziej prestiżowych modeli Kindle. To tylko kilka przykładów tego, że nie możemy mówić o “zaliczaniu regresu”.

“Sęk w tym, że Kindle w Polsce to de facto egzotyka. O jego istnieniu wiedzą tylko ludzie obeznani z technologiami. Nie kupimy go w większości elektromarketów. Sieć księgarni nie wystawi go na postumencie pośrodku sklepu.”

No cóż – drugie “NIE”. Każdy, kto interesuje się nowoczesnym czytelnictwem, spotka się z Kindle. To jest nieuniknione. Co więcej, większość czytników, z których korzystają Polacy to właśnie czytniki tej marki. Zakupy? Wszyscy wiemy, że z niecierpliwością wyczekujemy kolejnych okazji na Kindle w niemieckim Amazonie, który też nie sprawia problemów polskim konsumentom w zakupach, oferując bezpośrednią wysyłkę do naszego kraju.

Niemniej jednak nie brakuje ich również w polskich sklepach internetowych. Ba, w kilku sieciach sklepów stacjonarnych z elektroniką, widziałem również wystawione czytniki tejże marki, między smartfonami i tabletami.

“Gdy przeciętny polski czytelnik zderza się z e-bookami, odbywa się to z reguły na czytnikach takich firm jak właśnie InkBook, Onyx czy PocketBook. I wcale się nie dziwię, że po takim doświadczeniu czytelnik odchodzi zrażony do książek elektronicznych, co skutkuje tym, że rok do roku wzrost popularności e-booków jest tak marginalny, że praktycznie nieistniejący.”

No i, kurczę, kolejne “NIE”… Łukasz skupia się na własnej opinii i swoich preferencjach czytelniczych. Czytniki jednak służą wielu ludziom, w tym między innymi seniorom i osobom, które mają problemy z nauką języków. Brak polskiego oprogramowania i brak fizycznych klawiszy, których sam jestem fanem, mogą być uciążliwe dla tej grupy osób. I takich przykładów możemy wymieniać bez końca. Ile osób, tyle opcji. Jeśli ktoś z kolei skorzysta pierwszy raz z wyżej wymienionych marek… nie ma porównania do Kindle. Nie oznacza to jednak, że będzie szczęśliwy z topornie działającego czytnika. Ale tutaj powtórzę raz jeszcze – na ten moment, a rok 2018 zbliża się już ku końcowi, na naszym rynku nie możemy mówić ani o braku wyboru, ani o braku świetnie funkcjonujących czytników.

“Przyjdzie Kindle i was zje”

Z tym nagłówkiem mogę się w pewnym stopniu zgodzić. To prawda, że działania promujące czytniki w Polsce nie są zbyt intensywne, a w większości skupiają się na działaniach internetowych. Jednym z koników Amazonu jest właśnie Kindle, przez co nie jestem zaskoczony obfitością działań mających na celu promocję tej marki. I spodziewam się, że równie bogate byłyby, gdyby Amazon w pełni wszedł na rynek polski – i wówczas rzeczywiście Kindle wysunąłby się na prowadzenie.
To znaczy…
…i wówczas Kindle mógłby nadal bezpiecznie utrzymywać wśród Polaków swoją złotą pozycję na podium.

Niemniej jednak mogę być w błędzie, bo już teraz – i nie dotyczy to jedynie Polaków – łatwo spotkać się z opiniami, że równie dobrze do czytania ebooków sprawdzają się tablety, a w ogóle to ebooków nie czytają dużo, bo książka musi być z papieru, który szeleści… Wydaje mi się, że to jest większy problem – że ludzie nie są do ebooków przekonani, jeszcze zanim poznają pojęcie “czytnik ebooków”. Bo książki elektroniczne są be, złe i niepotrzebne.

Otóż nie. I tutaj klasycznie wtrącę swój ulubiony argument, gdzie często powodem jest nieświadomość zagadnienia, jakim jest dostępność publikacji elektronicznych. I jest to często pomijany aspekt, kiedy promuje się czytanie w wersji 2.0 – osoby niedowidzące, niewidome, mające problemy ze skupieniem i nauką, również są odbiorcami tego rozwiązania. Możliwość zamiany tekstu na mowę, słowniki, konfiguracja czcionki i regulacja zintegrowanego, bezpiecznego dla oczu doświetlenia, pozwalają im odbierać swoje ulubione książki, podręczniki w sposób, który był dotychczas poza ich zasięgiem. A to jedynie kropla w morzu możliwości. Nie traktujmy zatem książek elektronicznych jako zwyczajny dodatek do książek papierowych, bo tak nie jest. To jest coś więcej.

Wracając jednak do polskiego rynku czytników. Nie ukrywam, że chętnie zobaczyłbym reklamy czytników w telewizji lub w formie oferty promocyjnej na bilbordzie, poruszając się po mieście. Niemniej jednak te urządzenia są poniekąd traktowane jako wspomniana wcześniej “egzotyka”. I dopóki to się nie zmieni i nie zaczniemy szerzej uświadamiać o istnieniu takiego dobrodziejstwa, dopóty czytniki nie będą popularne i nie przybiorą łatki “urządzenia dla każdego”. Jednak tutaj ponownie poruszamy kwestię samego czytelnictwa i przekonania do czytników, a nie słabej jakości urządzeń.

Wracając do artykułu:

“Podobnie rzecz się ma z PocketBook Touch Lux 4 – różni się on w tak niewielkim stopniu od PocketBooka Touch Lux 3, że naprawdę nie wiem, co dział R&D (jeśli firma w ogóle ma takowy) robił przez ostatnie dwa lata. Choć uczciwie przyznam, że gdyby pominąć usterki, to z nowej wersji dałoby się względnie wygodnie korzystać, pomimo tego, że również jej bardzo daleko do ideału”

Odświeżenie Touch Lux 3 mi na ten przykład bardzo odpowiada. Sam aktualnie korzystam z Touch Lux 4 i nie sprawia mi najmniejszego kłopotu. Różnic pomiędzy trójką, a czwórką nie jest zbyt wiele, ale nowe wzornictwo zdaje egzamin, bo pod względem jakościowym, seria Touch Lux tylko zyskała.

Swoją drogą, jak ma się to w odniesieniu do Kindle? Przecież Paperwhite też nie zapewniał wodotrysków z generacji na generację. Może i Paperwhite 4 wprowadził już więcej innowacji w stosunku do Paperwhite 3, jednak z kolei różnice między Paperwhite 2 i Paperwthie 3 były już niewielkie. Nie mówiąc o tym, że technologia regulacji barwy doświetlenia jest obecna na rynku już od kilku lat, a jednak Kindle nadal ją bagatelizuje. Zachowujmy obiektywizm, kiedy wytykamy błędy.

Przy okazji argumentacji, która nie do końca zgadza się z rzeczywistością, w oczy rzucił mi się jeszcze taki fragment:

“Jak się czyta e-booki? Na Kindle’ach (przynajmniej od Classica wzwyż) – płynnie, szybko, wygodnie, bez zjawiska ghostingu (czyli przenikania się treści po „zmianie strony”, typowa cecha wielu ekranów e-ink). Jak się przegląda bibliotekę na urządzeniu? Jeśli jest to Kindle, lista przewija się szybko, ekran odświeża niemal natychmiast, a w czytnikach z podświetleniem obcujemy z elektroniczną kartką równie białą, co ta prawdziwa.”

Błąd, czytałem wiele opinii osób zmartwionych jakością doświetlenia w Kindle. Inni producenci nie wygrywają tego wyścigu, niemniej jednak nie zgodzę się ze stwierdzeniem, jakoby PocketBooki i inkBOOKi znacząco odbiegały od jakości światła prezentowanego w Kindle. Kolejny błąd – nie zgodzę się również z całkowitym brakiem ghostinguKindle nie oferuje innych ekranów niż pozostali producenci. Stwierdzenie, że duch przeczytanych stronic nawiedza nas wszędzie, tylko nie na Kindle, jest zwyczajnym nadużyciem.

“A jak to wygląda na innych czytnikach niż Kindle? Dramatycznie. Odświeżanie stron trwa wielokrotnie dłużej niż na czytniku Amazonu. Nawet tak podstawowe zadanie, jak przewrócenie wirtualnej kartki, zajmuje dużo czasu, a w przypadku niektórych czytników skutkuje brzydkim migotaniem ekranu.”

Testowałem już trochę modeli i nie zauważyłem “wielokrotnie dłuższego” czasu odświeżania od tego, który oferuje Kindle. Wszędzie liczymy prędkość w milisekundach – i różnice również możemy zauważyć w tychże jednostkach. Nie mówimy tutaj o kilkusekundowym opóźnieniu, zatem stwierdzenie jest trochę nad wyraz. Osoby testujące urządzenia zwracają na to uwagę i często porównują je ze sobą, jednak przeciętny eCzytelnik nawet tego nie zauważy – zatem nie stawiałbym tutaj kolejnej bariery przed zakupem czytnika i to z takiego powodu.

I kolejny zarzut, który po prostu musiałem wytknąć:

“Ba, PocketBook Touch Lux 4 z reguły nie wie, czy chcę przewrócić kartę do przodu czy do tyłu korzystając z ekranu dotykowego, więc zdarza mu się robić to w sposób losowy.”

Niestety, tutaj wychodzi niewiedza Autora na temat funkcjonowania dotykowego ekranu na czytnikach PocketBook. Dotyk nie działa “w sposób losowy”, a wyświetlacz jest podzielony na odpowiednie sektory, gdzie każdy z nich odpowiada za odrębną funkcjonalność. Przesuwając palcem po ekranie nie mamy tego problemu, niemniej jednak “stukając” w ekran, zachowuje się on tak, jak został zaprogramowany. Wspomina o tym schemat z oficjalnego podręcznika użytkownika:

Aż wreszcie docieramy do:

“Czy naprawdę tak trudno jest zrobić dobry czytnik e-booków? Taki, który przede wszystkim będzie płynnie działał, będzie zintegrowany z księgarniami, żeby wygodnie pozyskiwać e-booki, który nie będzie próbą wpakowania zyliona niepotrzebnych funkcji do urządzenia, które ma służyć jednemu – czytaniu książek. Taki, który będzie jak Kindle Paperwhite – niedrogi, ale bezkompromisowy.”

A czy nie w ten sposób są właśnie robione czytniki? Dodatkowe aplikacje są opcjonalne, nikt na nas nie wymusza korzystania z nich. Co więcej, nikt nie nakazuje nam instalować zewnętrznych aplikacji, korzystając z androidowych dobrodziejstw. Szachy i sudoku na PocketBooku spróbowałem może raz czy dwa – z czystej ciekawości.

“Zintegrowany z księgarniami, żeby wygodnie pozyskiwać e-booki (…) który będzie jak Kindle Paperwhite”.

Voila! I tu z pomocą przychodzi funkcja Send-to-PocketBook, która jest odpowiednikiem amerykańskiego Send to Kindle.

Kolejnym, wartym uwagi serwisem jest znana w kraju, jak już i poza jego granicami usługa Legimi – również skrytykowana przez Łukasza w swoich innych artykułach. Oczywiście w dwóch artykułach odnosił się on do toporności działania i funkcjonowania aplikacji na czytnikach PocketBook. Owszem, intuicyjność aplikacji troszkę kuleje, ale sam korzystam od ponad roku i nie wyobrażam sobie teraz, aby mogło jej na czytniku zabraknąć. Nie mówiąc o tym, że – tutaj znowu przypomnę – to nie jest kwestia czytnika, a usługodawcy.

Jeśli zamierzamy korzystać z czytników jak z tabletów, nie możemy się dziwić, że nie spełniają one naszych wymagań. Niemniej jednak istotą czytników jest wspomniane przez Łukasza czytanie. I obecne na naszym rynku modele spełniają swoją rolę znakomicie. Począwszy od budżetu wynoszącego 300zł, jesteśmy w stanie z zadowalającym efektem zaopatrzyć się w urządzenie, na którym czytanie będzie sprawiało nam przyjemność.

Słowem podsumowania…

…smutny dla mnie jest fakt, że Spider’s Web, który na samym Facebooku liczy pięćdziesiąt tysięcy obserwujących, dzieli się takim artykułem. Artykułem, który trafia do obfitej grupy odbiorców – zarówno nowych, jak i stałych – którzy prawdopodobnie przez ton, w jakim został napisany, nie przekonają się do elektronicznego czytelnictwa. Jeszcze smutniejsze dla mnie jest to, że nie tylko ton jest niewłaściwy, ale poruszane w nim kwestie, no… też z prawdą nie mają za dużo wspólnego.

Zatem zmieniając nieco istotę oryginalnego tytułu, nazwałbym go raczej tak, jak zatytułowałem niniejszy wpis – “Nic dziwnego, że Polacy nie czytają e-booków, skoro w sieci pojawiają się takie artykuły”. Bo niestety stawianie tezy, która:

  • poparta jest pojedynczymi przykładami
  • mija się z prawdą
  • generalizuje
  • pojedyncze aspekty są poruszane pobieżnie
  • bazuje na “kruchej” argumentacji

nie poskutkuje niczym innym, jak postawieniem kolejnej bariery zakupowej osobom, które nie mogą zdecydować się na czytnik. Na naszym rynku znajdziemy całkiem sporą ofertę w naprawdę obfitym zakresie cenowym, gdzie każdy z nas znajdzie coś dla siebie. I wbrew temu co pisał Autor dziś poruszanego artykułu – nie jest źle, a Kindle nie jest naszą jedyną opcją.

Działań propagujących czytniki ebooków rzeczywiście nie spotyka się “u nas” za dużo. Nie są wykorzystywane wszystkie kanały promocji, dzięki czemu to zagadnienie mogłoby być popularniejsze. Ale na pewno nie jest to spowodowane tym, że na naszym rynku nie ma w czym wybierać.

Ze swojej strony na zakończenie dodam, abyście pamiętali o wiarygodnych i rzetelnych źródłach, które w polskiej blogosferze podchodzą do tematu czytników i ebooków z należytym doświadczeniem i obiektywizmem. Czerpanie wiedzy w dedykowanych zagadnieniu blogach i portalach jest korzystniejsze od wiedzy, którą dzielą się portale ogólnotematyczne. Warto zatem wspomnieć o:

4 Thoughts to ““Nic dziwnego, że Polacy nie czytają e-booków”, kiedy w sieci pojawiają się takie artykuły”

  1. Rafał

    Prawda, że kiepskiej baletnicy to i rąbek od spódnicy przeszkadzać będzie. Korzystam z Legimi, z polskiego Inkbooka, wad nie widzę, bo dla mnie najważniejsze jest czytanie.

  2. Dwaxel

    Biorąc pod uwagę ogólną jakość artykułów na rzeczonym serwisie, nie spodziewałbym się niczego innego niż niedoinformowany, pobieżny artykuł z wyssaną z palca tezą.

  3. Marmez

    Tutaj autor dobrze pisze. Mógłbym sam się pod tym podpisać.

  4. Andrzej

    Świetny komentarz o artykule, który odbieram jako bardzo tendencyjny, jakby był inspirowany przez Kindla. Osobiście jestem stanowczym przeciwnikiem kindla, choćby za to że oferują czytniki z reklamami. Pierwszym moim czytnikiem był Kindle, ale to był prezent, później miałem Inbooka Obsidiana i sprawdzał się bardzo przeciętnie, natomiast aktualnie posługuję się Cybookiem Muse i przyznaję że jestem zachwycony. Wiem że na naszym rynku jest bardzo mało popularny natomiast mnie bardzo odpowiada, zarówno pod względem szybkości uruchamiania się, doboru czcionek i formatów, które obsługuje.

Leave a Comment